poniedziałek, 13 września 2010

piątek, 3 września 2010

Nędza humanistyki

Znów o potrzebie humanistycznej wiedzy ogólnej – tym razem Tadeusz Gadacz:

„Coraz mniej myślenia, coraz więcej liczenia. Jest tendencja, żeby doceniać to, co skuteczne ad hoc, pragmatyczne, utylitarne, użyteczne, a spychać na margines wszystko to, co uczyniło nas ludźmi. Ta tendencja jest stara. Nowe jest to, że nie umiemy się jej przeciwstawić.”

Dominacja myślenia utylitarnego, zorientowanego na krótkoterminowe rezultaty, skutkuje brakiem zrozumienia rzeczywistości ludzkiej:
„Przecież w ludzkiej rzeczywistości – w świecie ducha, emocji, psychiki – nic nie jest takie, jak w świecie materii. (...) Technologiczne zależności są proste. W realnym ludzkim świecie (...) jest tragizm, niepewność, lęk, ostateczność, niepowtarzalność, nieprzewidywalność. Kiedy techniczna mentalność zderza się z ludzką rzeczywistością, następuje konfuzja, a często tragedia.”

„Po kilku tysiącach lat systematycznego myślenia już bardzo dużo wiemy o naszej kondycji, ludzkim losie, ludzkich ograniczeniach, emocjach, reakcjach. Kiedyś ten intelektualny dorobek pomagał ludziom w życiu. Dziś został odrzucony. Technologiczna logika zniszczyła nawyk i umiejętność głębokiego myślenia, które nas czyni ludzkimi. A rezygnując z głębszego myślenia, człowiek stał się bezradny wobec własnej, ludzkiej rzeczywistości. Coraz lepiej rozumiemy i kontrolujemy materię, a coraz gorzej siebie. To jest fundamentalny brak, który odczuwamy.”

Nieumiejętność myślenia przekłada się na jakość życia poszczególnych jednostek i całych społeczeństw:
„Istnieje związek między jakością życia duchowego a życiem społecznym (...) między stanem umysłów a stanem relacji międzyludzkich.”

„Za bezmyślność się płaci. Może nie od razu, nie zawsze w wymiernej walucie, ale nieuchronnie. Zwłaszcza w demokracjach. Pewnie dałoby się nawet znaleźć arytmetyczną zależność między jakością humanistyki a siłą partii populistycznych, między rozumieniem człowieczeństwa a rozwojem gospodarczym, albo między umiejętnością filozofowania a szczęściem.”

„Nie da się zbudować względnie dobrego państwa, jeśli się nie ma mądrego społeczeństwa. Mądre społeczeństwo, mądrych ludzi, mądrych obywateli tworzy mądra szkoła. (...) Polska szkoła nie jest stworzona dla ludzi myślących. To jest szkoła mająca przygotować fachowców, siłę roboczą. A siła robocza nie wystarczy do tego, by kraj się na dłuższą metę rozwijał. Do tego trzeba ludzi i obywateli umiejących poważnie myśleć o świecie, w którym żyją i zdolnych świadomie dokonać życiowych czy politycznych wyborów.”

„Myślę, że gdybyśmy najdalej w liceum zaczęli intensywnie uczyć filozofii, historii myślenia, dziejów pojęć, psychologii, trochę socjologii to z czasem moglibyśmy dźwignąć Polskę na poziom prawdziwie europejskiego kraju. Bez humanistyki Europy nie ma.”

„Kiedy człowiek wyćwiczy myślenie i nabierze rozsądku, to dużo mniej się myli, więc ma lepsze życie. I wszyscy wokół niego także.”

Wywiad z Tadeuszem Gadaczem pt. Nędza humanistyki znajduje się w książce Jacka Żakowskiego Koniec oraz tu

sobota, 28 sierpnia 2010

Zrozumieć świat

Dlaczego potrzebujemy wiedzy ogólnej? Tej wyśmiewanej przez wszystkich humanistyki, kwitowanej uśmieszkiem politowania filozofii czy socjologii? Dlatego, że pozwala nam ona porządkować naszą wiedzę o świecie, systematyzować zalewające nas zewsząd informacje, tworzyć strukturę, która ułatwia nam orientację. I nawet jeśli nasze próby zrozumienia świata nigdy nie zakończą się sukcesem – a nie zakończą się – nic nie szkodzi. Bardzo wymownie ujął to Ryszard Kapuściński:

„Możemy się mylić, bo wielu rzeczy nie wiemy, ale istotne jest samo szukanie. Bo naszym wielkim problemem jest kryzys wyobraźni. Ona ukształtowała się dziesiątki, setki lat temu i nigdy nie miała do czynienia z taką masą informacji jak dziś. Ten ogrom informacji nas przerasta, nie jesteśmy w stanie tego objąć. Wyobraźnia sobie po prostu z tym nie radzi. Właściwie z punktu widzenia wiedzy informacyjnej wiemy wszystko, ale mamy kłopot z przekuciem tego na praktykę, z takim wykorzystaniem tych pokładów informacji, by posuwać się naprzód i rozwijać cywilizację...
Dlatego wszelki wysiłek zmierzający do uporządkowania obrazu świata, niezależnie jak bardzo byśmy się mylili, jest szalenie ważny. Bo ukierunkowuje myślenie współczesnego człowieka. Bez tego uporządkowania człowiek popada w stan dezorientacji, z którego szuka ucieczki w fałszywą podświadomość, w nacjonalizmy, klaustrofobie, odrzucanie „innego”, urojenia, irracjonalne lęki, w to wszystko, w czym – jak sądzi – może się schronić, nie potrafiąc racjonalnie przetrawić tej megainformacji.”

niedziela, 22 sierpnia 2010

Czas. Trwoga.

W ciekawym wywiadzie, jaki Jacek Żakowski przeprowadził z Krzysztofem Michalskim, można przeczytać o podstawowym doświadczeniu każdego człowieka, o którym zaskakująco mało się mówi: o doświadczeniu trwogi, która rodzi się ze świadomości upływu czasu i świadomości własnej skończoności.
Oczywiście mówią o tym doświadczeniu filozofowie, ale bądźmy szczerzy – myśl filozoficzna nie jest jakoś szczególnie popularyzowana, i poza zawodowymi myślicielami i grupką pasjonatów mało kto sięga po teksty filozoficzne. Dlatego cieszy mnie obecność tej tematyki w książce popularnego dziennikarza i publicysty.

Żakowski i Michalski nawiązują do opisywanej przez Nietzschego tęsknoty, jaką człowiek odczuwa w obliczu pasących się krów – tęsknoty „za światem bez trwogi”, światem równowagi i spokoju, w którym pokonany jest czas, oznaczający w naszym codziennym życiu ból, cierpienie, walkę, nudę, strach i śmierć:
„Kiedy pan patrzy na pasące się krowy, (...) musi pan zapytać: co zrobić, żeby pozostając człowiekiem uzyskać ten spokój istoty, która nie ma przeszłości ani przyszłości, nie odczuwa troski ani niepewności, nie ma pamięci ani wyobraźni, ale zna tylko chwilę i smak przeżuwanej trawy.”

Trwoga powstaje, gdy uświadomimy sobie, czym jest upływ czasu:
„Czas jest groźny, paraliżujący, przerażający. Wiemy, że umieramy, że musimy umrzeć, że to kwestia czasu, a z tą świadomością cholernie jest dać sobie radę.”

Wszelkie próby pokonania trwogi są jednocześnie próbami pokonania czasu, wyjścia poza czas, są zatem poszukiwaniem transcendencji. Do prób tych należą wszelkie filozoficzne poszukiwania jakiejś ponadczasowej prawdy, jakiegoś „większego” porządku, niezależnego i trwalszego od czasu:
„W tym sensie filozofia może być pocieszeniem, bo poprzez nią na swoją własną śmierć możemy popatrzeć jak na coś nie tak bardzo ważnego. Widok nieczasowej prawdy w jakimś sensie relatywizuje ten smutny wypadek, jakim pozostaje przerwanie linii życia. Wprawdzie tego życia wciąż szkoda, ale już inaczej.”

Ten sposób radzenia sobie z trwogą nie jest jedyny. Niektórzy, zamiast pokonywać trwogę, wolą ją od siebie odsunąć, nie pamiętać o groźbie, jaką jest dla człowieka upływ czasu. Narkotykiem, który pozwala zapomnieć o trwodze, jest cała nasza kultura:
„Rytuały codziennego życia, miłość i maszerowanie w szeregu, słodycze i telewizja pozwalają nam odwrócić uwagę od grozy naszej kondycji.”

Współczesnemu człowiekowi oprócz grozy własnej skończoności doskwiera również inna trwoga wywołana upływem czasu – wielokrotne umieranie świata, jakie dokonuje się na naszych oczach. Wciąż wzrastające tempo zmian sprawia, że dzisiejsza rzeczywistość nie przypomina w niczym wczorajszej, i nie ma podstaw by sądzić, że jutro będzie podobne do dzisiaj. Do trwogi śmierci (własnej) dołącza trwoga życia (w umierającym świecie). Rosnący niepokój zmusza ludzi do szukania jakichś środków zaradczych:
„dla jednych będzie to coraz intensywniejsze poszukiwanie rozrywki – więc wzrost permisywizmu, zapewne konsumizmu, narkomanii, erotyzmu – dla drugich zaś coraz gwałtowniejsze poszukiwanie transcendencji – więc rozwój sekt, fundamentalizmu, obyczajowego rygoryzmu i różnych integryzmów.”

Wywiad kończy się konkluzją, że od trwogi nie ma ucieczki, ba, jej istnienie jest nieodłącznym składnikiem zdrowego społeczeństwa, które balansuje między trwogą a narkotykiem, grozą a ucieczką, lękiem a zagłuszającą go rozrywką.
„Nie ma się co łudzić, że kiedykolwiek pozbędziemy się trwogi. Nigdy naprawdę nie pokonamy czasu. Ani wielkiego czasu, który nas zabija, ani małego czasu, który pędząc wciąż szybciej sprawia, że nasz świat umiera przed nami.”



Wywiad zatytułowany Trwoga śmierci, trwoga życia znajduje się w książce Jacka Żakowskiego Trwoga i nadzieja: rozmowy o przyszłości, był także publikowany w Gazecie Wyborczej z 1997 roku, nr 75 s. 10,12-13.

środa, 14 lipca 2010

Wilgotne miejsca

To tytuł książki Charlotte Roche, książki moim zdaniem świetnej. Fabuła nie jest istotna – istotne jest bezpośrednie, szczere, zwyczajne mówienie o fizjologii. W trakcie czytania Wilgotnych miejsc człowiek uświadamia sobie, że mamy odbyty, cipki, wydzieliny, i to jest NORMALNE, ba! jest całkiem fajne. Być może źle to o mnie świadczy, ale czytałam tą książkę z przyjemnością.

Garść fragmentów:

„Wypielęgnowane kobiety mają zrobione włosy, paznokcie, wargi, stopy, twarz, skórę i dłonie. Pofarbowane, wydłużone, pomalowane, wypilingowane, wyskubane, wygolone i nakremowane.
Siedzą sztywne jak ich własne dzieło sztuki totalnej, bo wiedzą, jak wiele pracy włożyły w jego stworzenie, i chcą, by trwało jak najdłużej.
Takich kobiet nikt nie śmie skotłować, nikt nie śmie się z nimi pieprzyć.
Wszystko, co uchodzi za seksowne: rozczochrane włosy, ramiączka zsuwające się z ramion, połysk potu na twarzy, sygnalizuje niedbałość, a zarazem dostępność.”

„mam swoje poglądy na temat higieny, bo gówno mnie ona obchodzi i gardzę higienicznymi, wypielęgnowanymi, sterylnymi ludźmi”

„Ponieważ u mnie dupa wyraźnie należy do seksu, podlega nowoczesnemu przymusowi golenia, tak jak cipka, nogi, pachy, okolica górnej wargi, wielkie palce u nóg razem z grzbietami stóp. Naturalnie, górnej wargi nie golisz, tylko wyskubujesz z niej włoski, bo wszystkie się nauczyłyśmy, że od golenia wyrasta coraz mocniejszy wąsik. Dziewczyna powinna temu zapobiec.”

„Dawniej, nieogolona, byłam bardzo szczęśliwa, ale kiedyś zaczęłam się bawić w te głupoty i teraz już nie mogę przestać.”

„Ponieważ w duchu bardzo się wzbraniam przed goleniem, robię to zawsze za szybko i na chama. I właśnie przy tej okazji dorobiłam się szczeliny odbytu, przez którą leżę w szpitalu. Wszystko przez ten ladyshavizm. Feel like Venus. Be a goddes!”

„Higieny nie poważam.
Uświadomiłam sobie kiedyś, że dziewczynki i chłopców inaczej się uczy, jak mają dbać o czystość swoich okolic intymnych. Mama zawsze przywiązywała duże znaczenie do higieny mojej cipki, a do higieny penisa mojego brata w ogóle. (...)
Z mycia cipki robi się u nas w domu śmiertelnie poważną naukę. Rzekomo bardzo trudno utrzymać cipkę w czystości. To oczywiście totalne brednie. Trochę wody, trochę mydła, pucu-pucu. Załatwione.”

„Matka zawsze sugerowała mi bidet, żeby po seksie szybciutko odświeżyć się tam na dole. Ale dlaczego miałabym to robić?
Kiedy się z kimś pieprzę, obnoszę przecież z dumą jego spermę we wszystkich szczelinach ciała, na udach, na brzuchu, czy gdzie mnie tam jeszcze natrysnął. Czemu zawsze potem to durne mycie? Jeśli uważa się chuje, spermę lub smegmę za obrzydliwe, to przecież można trzymać się z dala od seksu. Ja lubię, kiedy sperma wysycha na skórze, tworzy strupki i odpada.”

„To jest właśnie sytuacja, której tak boi się mama. Majtki są złożone w taki sposób, że leżą krokiem do wierzchu. Naturalnie na prawą, a nie na lewą stronę. A mimo to mogę dostrzec prześwitującą zaschniętą plamę po soku z cipki. Mama jest zdania, że najważniejszą rzeczą dla kobiety, która idzie do szpitala, jest czysta bielizna. Jej główny argument za przesadnie czystą bielizną: jeśli cię ktoś przejedzie i trafisz do szpitala, to tam wszystko z ciebie zdejmują. Bieliznę też. O mój Boże. I jeśli zobaczą, że cipka zostawiła na niej normalny ślad śluzu, to... To co?”

„Mam przy seksie szeroko rozkładać nogi dla jakiegoś kolesia, żeby mnie na przykład porządnie wylizał, a sama nie mogę wiedzieć, jak tam na dole wyglądam, pachnę i smakuję? Niedoczekanie!
W naszej łazience są wszystkie niezbędne lustra, za pomocą których mogę sobie całkiem nieźle zajrzeć od dołu w cipkę. Kobieta, patrząc na swoją cipkę od góry, przez brzuch, widzi ją zupełnie inaczej niż mężczyzna, kiedy w łóżku ma głowę między jej nogami. Kobieta widzi tylko kępkę odstających włosów i ewentualnie dwie wypukłości zaznaczające zewnętrzne wargi sromowe.
Mężczyzna widzi szeroko rozwartą, napaloną paszczę, otoczoną mięsnymi farfoclami. Chcę oglądać całą siebie jak mężczyzna; w końcu on widzi z kobiety więcej niż ona sama, bo jest od dołu tak śmiesznie zbudowana – wszystko schowane za rogiem. I dokładnie tak samo chcę pierwsza wiedzieć, jak wygląda, pachnie i smakuje mój śluz. A nie tylko leżeć i mieć nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie.”

„Przypuszczam, że inne, schludniejsze dziewczyny biegają przez całe życie z wkładkami, by na każdym miejscu i o każdej dobie chronić swe majtki przed swoją własną wydzieliną. (...) Najważniejsze przykazanie ich życia brzmi – nie pozostawisz po sobie najdrobniejszej plamy. Ze mną jest odwrotnie.”

Bohaterka-narratorka Wilgotnych miejsc bardzo ładnie nazywa swoją łechtaczkę – perłowy ogonek, i wargi sromowe: wewnętrzne – kogucie grzebienie, i zewnętrzne – waniliowe rożki. Na miesiączkę mówi wilcze dni. Pięknie.

Copyright

Wszelkie prawa autorskie do mojego pseudo używanego na tym blogu należą do Marcina Szczygielskiego, autora m.in. Nasturcji i ćwoków, z której to ksiązki "pożyczyłam" sobie perską weszkę.
Książki Szczygielskiego kocham miłością ślepą i bezgraniczną, rozbawiają mnie do łez, są wśród powieści obyczajowych tym, czym książki Pratchetta wśród fantastyki. A trafiłam na nie zupełnie przypadkiem - wpadła mi kiedyś w ręce książka kucharska autorstwa Szczygielskiego Kuchnia na ciężkie czasy, która wybitnie mnie rozbawiła. Uznałam, że facet jest wart zainteresowania i się nie pomyliłam :)